Korzystajmy z polskiej wełny – jeden projekt rocznie
Chcemy zachęcić Was do korzystania z polskiej wełny. Co powiecie na to, aby wykonać jeden projektu rocznie z przędzy od polskiej owcy? Mamy pełną świadomość, że taka przędza to produkt rzemieślniczy, wykonany ręcznie, a zatem luksusowy. Liczba godzin, jaką poświęcić trzeba na ręczne wyczyszczenie runa, jego zgręplowanie, uprzędzenie, a niekiedy również farbowanie, przekłada się na wysoką cenę. A często jest to niewspółmiernie niska kwota w stosunku do nakładu pracy. Jeśli to dużo, to zastanówmy się. Czy nie jest tak, że w pogoni za niezwykłymi doznaniami inwestujemy niemałe pieniądze w nasze dziewiarskie hobby? Wierzymy, że można tak zaplanować roczny budżet, aby wystarczyło również na przędzę z polskiej owcy i wykonanie z niej jednego projektu: swetra, kamizelki lub choćby mitenek. Jeden projekt rocznie to nasz pomysł na zaangażowanie społeczności dziewiarskiej w ratowanie polskiej wełny. Przyłączycie się?
Polska wełna
Dostępność włóczek z polskiej wełny związana jest z potencjalnym zainteresowaniem odbiorców. Tak działa rynek. Każdy z nas ma jakieś preferencje dziewiarskie, ulubione marki i ulubione włóczki. Często są to produkty zagraniczne i nie ma w tym nic nagannego. Na półkach stacjonarnych i internetowych pasmanterii jest tak duży wybór, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Ale pomyślmy o polskim runie, o polskiej wełnie. Ona może być miękka, wspaniała, dopasowana do wymarzonego projektu.
W Polsce mamy wiele ras owiec hodowanych w różnych częściach Polski. Mamy nawet polskie merynosy. Ale nie tylko ta rasa ma piękne runo, nadające się na szlachetne przędze. Czy słyszeliście kiedyś o wełnie z owcy pomorskiej czy kołudzkiej? To polska wełna, z której można wykonać zarówno ciepły sweter, jak i wyjściowy kardigan. Taka przędza różni się jednak od przędzy wyprodukowanej mechanicznie. Grubość przędzy może się zmieniać w motku czy precelku. Powinniśmy to jednak odczytywać jako jej zaletę, a nie wadę. Przy powstawaniu takiej przędzy nie używa się wszak agresywnej chemii. Natomiast każda prządka czy przędzalnik pozostawia w nim swoją duszę. Zatem dzianie taką przędzą może być doświadczeniem niecodziennym. Jeden projekt rocznie można więc potraktować jako podróż niemal metafizyczną.
Podkreślamy: polska wełna żyje! Wystarczy rozejrzeć się, poszukać w internecie prządek i przędzalników oferujących swoje produkty. Przykładem może być Kaszubska Manufaktura Wełny, którą odnaleźć można na Facebooku pod nazwą Pani Prządka – Pan Gręplarz. Przy zamówieniu polecamy zapytać o pochodzenie wełny (runa bądź czesanki). Jaka to owca? Jaka hodowla? Na przędzę często trzeba poczekać, ale warto. Bo chodzi przecież o zaledwie jeden projekt rocznie. Chyba, że rozsmakujecie się i zapragniecie sięgać częściej po polską wełnę…
Zamówienie przędzy
Na co zwrócić uwagę zamawiając przędzę? Warto zorientować się, od jakiej owcy pochodzi wełna. Bo przecież nie jest ona anonimowa. Może to wspomniana wyżej owca pomorska, a może owca kamieniecka? Warto również zapytać, jaka będzie charakterystyka włókna, tj. czy nada się ono do określonego typu projektu (np. swetra żakardowego). Świadomość pochodzenia owcy jest ważna również z innego powodu. Ona rozszerza naszą dziewiarską świadomość. Humanizuje w pewien sposób rzeczy, którym już nadajemy duszę poprzez tworzenie kolejnych oczek i rzędów własnymi dłońmi. Czy to nie brzmi pięknie?
Rozumiemy, że taka przędza to wyzwanie. Nie da się zamówić przędzy o bardzo ścisłych parametrach odpowiadających gotowym wzorom. O wielkości próbki dowiemy się więc, gdy zrealizujemy zamówienie. Dlatego jeden projekt rocznie z polskiej przędzy rodzi potrzebę rozwijania umiejętności dziewiarskich w zakresie dopasowania czy utworzenia wzoru na własne potrzeby. Społeczność dziewiarska ma jednak olbrzymi głód wiedzy. Jesteśmy więc przekonane, że to wyzwanie na miarę polskich dziewiarek i dziewiarzy.
Jeden projekt rocznie
Mamy nadzieję, że naszym pomysłem zarazimy Was, a z Waszą pomocą kolejne osoby. Wiele dziewiarek i dziewiarzy prezentuje swoje prace w internecie, korzystając z serwisów społecznościowych. Byłoby wspaniale, gdybyście oznaczali swoje wydziergane prace tagiem:
@projektpolskawelna
Tak oznaczone prace będę prezentować na profilu Projektu Polska Wełna. Pokażmy wspólnie potencjał naszej wełny.
Zachęcamy Was również do dyskutowania o polskiej wełnie z nami oraz innymi członkami społeczności dziewiarskiej. Marzymy o polskiej wełnie, tęsknimy za nią, mamy do niej sentyment, ale czy będziemy gotowi wziąć część odpowiedzialności za jej obecność? My wierzymy, że to możliwe. Wierzymy w siłę naszej społeczności.
A może macie inne pomysły, jak zachęcić dziergające koleżanki i kolegów do sięgnięcia po polską wełnę? Podzielcie się z nami!
Fot. Przędza z merynosa polskiego odmiany barwnej (hodowla w Kołudzie Wielkiej), przygotowana przez Kaszubską Manufakturę Wełny.

Wspaniała inicjatywa! Jestem chętna na udział w projekcie. Mam problem z dotarciem do w miarę czystej wełny. Mam nadzieje, że dzięki takiemu projektowi Polskim hodowcom zacznie się opłacać hodować owce dla wełny, że przygotują runo jeszcze przed strzyżą i że będzie można kupić runo przeznaczone do przędzenia. Zdaję sobie sprawę, że to ogrom pracy dla hodowcy.
Bardzo dziękujemy za miłe słowa. Co do runa, to jest ono dalekie od ideału, jako że hodowle nie są obecnie ukierunkowane na wełnę. Nie widzimy obecnie innej drogi, jak nawiązywanie bezpośrednich relacji z hodowcami i oferowanie im uczciwej stawki za runo. Cena, jaką oferują skupy nie pokrywa obecnie kosztów profesjonalnego strzygacza. To nie zachęca do jakichkolwiek działań związanych z jakością wełny. Taka bezpośrednia relacja i rozmowy to jedyny, według nas, możliwy obecnie kierunek zmian. Systemowo to raczej nie do rozwiązania. Popyt na wełnę, jako surowiec tekstylny, nie wróci raczej do tego poziomu, jaki mieliśmy w latach 80. Została więc jedynie ścieżka społecznych kontaktów. Znamy już jedną prządkę, która odbierała runo od kilku hodowców, a rozmowy na temat jego czystości oraz podsuwanie sposobów na lepsze runo przełożyły się na czystszy surowiec kolejnego roku. Na pewno to opiszemy, bo warto podglądać, jak robią to inni.