Warsztaty przędzenia w Kaszubskiej Manufakturze Wełny
Ręcznego wytwarzania przędzy można nauczyć się tylko poprzez przędzenie. Jednak nauka ma silny komponent społeczny. Uczeń obserwuje mistrza, a potem naśladuje ruch jego rąk, sposób trzymania wełny, a także odtwarzanie pożądanego skrętu. To naśladownictwo sprawia, że przędzenie się udaje i choć przędza początkowo jest bardzo nierówna, małe sukcesy dają satysfakcję. Dalsza praktyka doskonali tę umiejętność i pozwala początkującej prządce lub przędzarzowi w większej mierze zapanować nad materiałem. Doświadczenia związane z samodzielnym przetwarzaniem wełny zmieniają punkt widzenia o wełnianej włóczce. Uruchamiają pytania o pochodzenie wełny, sposób jej przygotowania do przędzenia, metodę przędzenia, zwielokrotniania uzyskanych nici czy sposób ustabilizowania gotowej przędzy. Znajomość procesu ręcznego przędzenia, jest też dobrym punktem wyjścia do zrozumienia, jak te procesy zachodzą w mechanicznych przędzalniach. Dlatego warto spróbować ręcznego przędzenia. Jeżeli w tym celu udamy się na warsztaty do Kaszubskiej Manufaktury Wełny, to będziemy mieli możliwość popracowania z wełną od polskiej owcy. Oto zapis moich osobistych doświadczeń z udziału w warsztatach.
Kaszubska Manufaktura Wełny
Zależało mi, aby moje pierwsze warsztaty przędzenia odbyły się w pracowni, w której przetwarzana jest polska wełna, dlatego zdecydowałam się na Kaszubską Manufakturę Wełny. To rzemieślnicza pracownia prowadzona przez Martę Sznajder oraz Sebastiana Wernika, znanych też jako Pani Prządka i Pan Gręplarz. W ich pracowni żywa wełna jest prana, gręplowana i przędzona ręcznie. Przetwarzają wełnę alpaczą oraz owczą, jednak promują przede wszystkim wełnę z polskiej owcy.
Marta opowiada o polskiej wełnie na wydarzeniach dla osób związanych z tym zagadnieniem, a także w mediach trafiających do szerszej grupy odbiorców. Wykorzystuje przy tym 6 lat doświadczeń w prowadzeniu swojej pracowni, jak również zdobytą wiedzę zootechniczną. Temat polskiej wełny prezentowała na międzynarodowej konferencji “Wełna – źródło i potencjał”, zorganizowanej przez Fundację Instytutu Wzornictwa Przemysłowego (15 maja 2025 r.).
A ostatnio wystąpiła w Programie Śniadaniowym regionalnej telewizji Silver TV.
Kaszubska Manufaktura Wełny wytwarza dwa produkty. Pierwszym z nich jest zgręplowana wełna (wełna zgrzebna), prezentowana jako czesanka. Warto w tym miejscu dodać, że Marta i Sebastian mają kontrolę nad całością procesu, jako że sami nabywają żywe runo wprost od hodowców owiec. Kupując ich czesankę dowiemy się, od jakiej owcy i z jakiej hodowli pochodzi. Żywe runo czyszczą, rozluźniają, piorą i gręplują. Ich czesanka jest nieco tłusta. To celowy zabieg. W praniu nie wypłukują całości lanoliny zawartej w żywej wełnie. To sprawia, że przyjemniej się z niej przędzie. Drugim produktem, który można zamówić u Marty i Sebastiana jest przędza, która powstaje na kołowrotku Marty.
Warsztaty gręplowania i przędzenia
Warsztaty przędzenia miały miejsce 14 czerwca 2025 r. w siedzibie Kaszubskiej Manufaktury Wełny, w niewielkiej miejscowości Kaliska Kościerskie, niedaleko Kościerzyny. Odbywały się w niewielkiej grupie. Zaczęliśmy od nauki czyszczenia włókien oraz ich gręplowania. Z uwagi na to, że owcza wełna wymaga również prania i czyszczenia, na tym etapie pracowaliśmy z wełną alpak, jako że te zwierzęta dają runo niezawierające lanoliny. Dowiedzieliśmy się wszystkiego, co jest niezbędne, aby samodzielnie przygotować wełnę zgrzebną do przędzenia. To ważne z pewnością dla tych osób, które zapragną przetworzyć runo z własnego chowu owiec czy runo od zaprzyjaźnionego hodowcy.
W Kaszubskiej Manufakturze Wełny można uczyć się na różnych kołowrotkach, przede wszystkim tradycyjnych – napędzanych stopami. Ale istnieje też możliwości przędzenia na kołowrotku elektrycznym. Było to dla mnie ważne, gdyż jakiś czas temu nabyłam takie urządzenie. To kołowrotek Threadwalker. Pierwsze kroki w przędzeniu stawiałam wraz z tutorialami na YouTubie. Nie szło to jednak do przodu, potrzebowałam silnego wsparcia. Ucieszyłam się, że mogę przyjechać na warsztat z własnym kołowrotkiem.
Moja pierwsza przędza powstała z włókien alpaki połączonych z podszerstkiem mojego psa. Ale nie o tym ma być ta historia. Szybko przerzuciłam się na wełnę owiec, przetwarzając na moim kołowrotku merynosa polskiego odmiany barwnej oraz czarnogłówkę. Największym problemem, z którym musiałam się zmierzyć był… brak delikatności. Nie mogłam wyczuć trzymanego surowca, w efekcie kołowrotek zamiast współpracować wyrywał z moich rąk kępki zgręplowanej wełny. Widziałam, jak robią to prządki, ale nie rozumiałam. Dopiero, gdy Marta wzięła moje dłonie i kazała mi je rozluźnić, pozwalając wełnie samodzielnie przechodzić między moimi palcami, zaczęłam czuć proces i dostrzegać, jak włókna ze zgrzebnej wełny przesuwają się stożkowato i zaczynają skręt.
Uczyłam się metody, którą w polskich podręcznikach przędzenia nazywa się zgrzebną, a w anglojęzycznych woollen. Rzecz w tym, że zgręplowana wełna wygląda jak chmurka czy wata, w której włókna ułożone są nierównomiernie. Przędza z takiej wełny jest zwykle delikatnie puszysta i miękka. Pracowałam z wełną samodzielnie, ale co jakiś czas uzyskiwałam uwagi od Marty oraz od – znającej również doskonale elektryczne kołowrotki – Lucyny Dissarz. Doceniam każdą wskazówkę. U mnie, jak wspomniałam, głównym problemem było rozluźnienie dłoni. To ono utrudniało pracę. Dostałam również mnóstwo uwag technicznych, które realizowane były poprzez delikatne przesunięcie moich dłoni do tyłu, zmianę ułożenia moich palców. Czułam tę bliskość w uczeniu się przędzenia. W tym procesie liczą się nie tylko technika, ale i emocje i zaufanie.
Przędzenie a społeczność
Dla mnie podróż do Kaszub miała wymiar magiczny. Jestem świadoma tego, że wszyscy w pewien sposób romantyzujemy przędzenie, a więc czynność, która była nieodzowną częścią życia kobiet. Często było tak, że jeżeli sama nie uprzędłaś, nie utkałaś, to i nie ubrałaś swojej rodziny. Czy jednak ta romantyzacja jest taka zła? Może w tym zabieganym świecie magia przędzenia może przywrócić porządek myślom i zbliżyć nas do natury. Cieszę się, że mogłam pobyć wśród innych prządek oraz przędzarzy. Poznać fascynujący świat ludzi, którzy przędzeniem zajmują się zawodowo oraz pasjonatów przędzenia. Zapewne, ile prządek i przędzarzy tyle mikroświatów. Mam nadzieję, że moja podróż w tym temacie będzie kontynuowana.
