Fotografie owiec – niezwykłe odkrycie
Istnieją różne metody poznawania wełnianego świata. Eksploruję go poprzez osobiste doświadczanie i przyglądanie się praktyce przetwórców wełny. Cenię sobie również pogłębioną lekturę. Z tego powodu poluję na książki z zakresu owczarstwa, wełnoznawstwa i przędzalnictwa. Biblioteczka powoli się zapełnia. Ostatnio nabyłam “Poradnik brakarza wełny krajowej” Stefana Frenkela. Książka ukazała się w 1956 r. nakładem Państwowego Wydawnictwa Rolniczego i Leśnego. Jest – jak tytuł wskazuje – poradnikiem skierowanym do brakarzy wełny, czyli osób oceniających jakość wełny i klasyfikujących ją na podstawie ściśle określonych norm i wytycznych. O klasyfikowaniu wełny napiszę więcej w odrębnym wpisie. Tematem niniejszego będą trzy fotografie owiec znalezione w starej książce.
Fotografia owcza
A teraz krótkie wprowadzenie do polskiej fotografii owczej. W publikacjach zootechnicznych można znaleźć doskonałe zdjęcia autorstwa Marty Pasternak, Bronisława Borysa czy Katarzyny Koebcke-Olech. Te nazwiska poznałam dzięki Maksymilianowi Perzyńskiemu, którego postrzegam jako eksperta owczej fotografii. Swoje zdjęcia regularnie publikuje na profilu Owczarnia – w serwisach Facebook i Instagram.
Rozmowy z Maksymilianem uświadomiły mi, jak wiele problemów występuje w owczej fotografii. Głównym problemem jest nieprzywiązywanie wagi autorów do rasy fotografowanego obiektu. W efekcie zdjęcia są często błędnie podpisane. Z drugiej strony, sami autorzy tekstów nie przykładają należytej staranności, aby użyte zdjęcie obrazowało rasę owcy, o której traktuje tekst. Maksymilian pokazał mi ostatnio artykuł na temat merynosa polskiego, któremu towarzyszyły zdjęcia owiec innej rasy. Był to artykuł w profesjonalnym serwisie dla rolników. Takie sytuacje nie należą do rzadkości i warto o tym wiedzieć poznając świat owczarski. Innym problemem jest jakość zdjęć, w tym brak dbałości o kompozycję czy oświetlenie. Te problemy nie dotyczą przywołanych autorów, którzy łączą umiejętność fotografowania z fachową wiedzą owczarską.
Jak fotografie owiec wiążą się z polską wełną?
Po pierwsze fotografie lepiej niż ryciny oddają postać rzeczy. Wspierają nas w rozpoznaniu, z jaką rasą owcy, a tym samym z jaką wełną mamy do czynienia. To kluczowa wiedza, jako że włókna owiec poszczególnych ras różnią się pod względem grubości, długości, połysku i innych cech. Lepiej lub gorzej poddają się spilśnianiu i przędzeniu. Takie zdjęcia pozwalają również zrozumieć, jak wygląda zadbana owca, a jak owca, której dobrostan pozostawia wiele do życzenia. Ukazują zootechniczne aspekty owczarstwa i pracę ludzi w to zaangażowanych. Fotografia jest więc poręcznym narzędziem oraz źródłem informacji o hodowli owiec.
Po drugie fotografie owiec stają się częścią wizualnej otoczki dla miłośników wełny. Intensyfikując kontakt z wełną pożądamy gadżetów, ubrań czy wzorów z wizerunkiem owiec. Te zwierzęta stają się nam bliższe. Uwodzą nas i zachwycają obrazy pasących się owiec. Dostrzegamy w nich swoiste piękno i czujemy wdzięczność. Fotografie owiec odpowiadają więc na nasze potrzeby emocjonalne i estetyczne.
Niezwykłe odkrycie: trzy fotografie owiec
Trzy zdjęcia owiec ukryte były w kupionym przeze mnie egzemplarzu “Poradnika brakarza wełny krajowej”.
Jedno zdjęcie wykonał Wirgiliusz Woźniak (właśc. Wincenty Wirgiliusz Woźniak). Na odwrocie znajduje się jego pieczątka oraz podpis “Żelazna – owce na życie w zimie”. Być może chodzi o owcę żelaźnieńską wyhodowaną w Rolniczym Zakładzie Doświadczalnym w Żelaznej. Fotografie Woźniaka można znaleźć w wielu archiwach. Obrazują one życie wsi w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Woźniak był również scenarzystą i reżyserem filmów zootechnicznych, traktujących m.in. o hodowli koni.

Dwa pozostałe zdjęcia wykonała Barbara Siemaszko. Być może jest to ta sama fotograf, która widnieje wśród współautorów albumu “O ptakach Warszawy” z 1974 r. Pewności jednak nie ma.


Z dedykacji zamieszczonej w książce i sygnowanej datą 28 listopada 1956 r. wiadomo, że należała ona do prof. Marii Wójcikowskiej-Soroczyńskiej. Autor podziękował pani profesor za “stale okazywaną pomoc naukową”. Natomiast z klepsydry udostępnionej na stronie Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie w 2015 r. dowiadujemy się, że prof. była rektorem tej uczelni, a także “wybitny[m] specjalist[ą] w dziedzinie wełnoznawstwa i hodowli owiec”. Fotografie mogły być więc ilustracją do jednej z wielu publikacji Marii Wójcikowskiej-Soroczyńskiej. Pisała ona o hodowli owiec, runie, charakterystyce wełny owiec określonej rasy.

Fotografie przyozdobią mój pokój. Tymczasem kołaczą w mojej głowie słowa “nie ma przypadków, są tylko znaki”. Nie udało mi się ustalić spadkobierców autorskich praw majątkowych do zdjęć. Udostępniam je (jako tzw. utwory osierocone) mając nadzieję, że nikt nie zgłosi sprzeciwu.
